DODAŁAM DWA DZISIAJ!♥
-Przypomnę sobie.-powiedział. Chciał usiąść na rogu mojego łóżka, przeszkadzały mu nogi. Nie odsunęłam ich.
-Okay. To cześć.-odparł wychodząc z pokoju. W końcu sama. Zjadłam tosty z serem i po przeczytaniu książki odpłynęłam.
Obudziłam się o ósmej. Zeszłam na śniadanie w tym nieładzie. Podsłuchałam rozmowę Cioci z jej dziećmi. -Bądźcie dla niej wyrozumiali. Przeżywa bardzo trudny okres jej życiu i...-tutaj weszłam. -Nie gryzę. Nikt i nic nie musi mnie traktować lepiej.-uśmiechnęłam się i usiadłam przy stole. Po 15 minutach byłam już po śniadaniu.
-Emy, idziemy z mamą na zakupy, idziesz z nami?
-Nie dzięki.
-Czemu?
-Nie mam pieniędzy.
-Przecież jesteś teraz tak jakby moją córką! No chodź!!
-Nie przepadam za zakupami.-skłamałam. Bardzo lubię chodzić po sklepach i wydawać tam pieniądze. No niestety. Wróciłam do siebie. Telefon był naładowany. Sięgnęłam więc po niego i włączyłam go. Czekała na mnie jedna wiadomość. Od nieznanego.
Myślałaś że jak wyjedziesz do innego kraju to nie znajdziemy cię? Mylisz się. Nigdy przed nami nie uciekniesz. Zapłacisz te pieniądze albo przyjdziemy do ciebie. Przypomnę 5 tysięcy. Dajemy ci 2 tygodnie.
Co mam teraz zrobić? Nie chcę abym żyła w strachu. Muszę pomyśleć. Po około godzinie miałam w głowie dwie opcje. Kradzież lub narkotyki. Nie chcę okradać Deviresów. Pozostało to... Przebrałam się i po porannej rutynie wyszłam.
Nikogo nie było na dole prócz Leo.
-Gdzie idziesz?-palnął. Nie odpowiedziałam. Ubrałam buty i wybiegłam. Gdzie mogą sprzedawać takie cholerstwo? Myślę że pod jakimś centrum. Poszłam do wyznaczonego miejsca. Na ławce siedziała jakaś dziewczyna w dresach. Pomyślałam że ona może sprzedawać. No dobra...
-Cześć...-popatrzała na mnie odrażającym wzrokiem.
-Chciałabym...
-Kupić?
-Narkotyki... Ale sprzedawać.-zaśmiała się
-A co? Na ciuszki nie starcza? Haha!
-Nie... Mam inny problem... Muszę szybko zarobić.-odparłam
-Porozmawiam. Bądź tu jutro o 10.
-Dziękuję!-przytuliłam ją. W bluzie poczułam saszetki. Dziewczyna odepchnęła mnie.
-Ogarnij się! Zaraz się rozmyślę!
-Przepraszam, już idę.-jak powiedziałam tak zrobiłam.
Myślałaś że jak wyjedziesz do innego kraju to nie znajdziemy cię? Mylisz się. Nigdy przed nami nie uciekniesz. Zapłacisz te pieniądze albo przyjdziemy do ciebie. Przypomnę 5 tysięcy. Dajemy ci 2 tygodnie.
Co mam teraz zrobić? Nie chcę abym żyła w strachu. Muszę pomyśleć. Po około godzinie miałam w głowie dwie opcje. Kradzież lub narkotyki. Nie chcę okradać Deviresów. Pozostało to... Przebrałam się i po porannej rutynie wyszłam.
-Gdzie idziesz?-palnął. Nie odpowiedziałam. Ubrałam buty i wybiegłam. Gdzie mogą sprzedawać takie cholerstwo? Myślę że pod jakimś centrum. Poszłam do wyznaczonego miejsca. Na ławce siedziała jakaś dziewczyna w dresach. Pomyślałam że ona może sprzedawać. No dobra...
-Cześć...-popatrzała na mnie odrażającym wzrokiem.
-Chciałabym...
-Kupić?
-Narkotyki... Ale sprzedawać.-zaśmiała się
-A co? Na ciuszki nie starcza? Haha!
-Nie... Mam inny problem... Muszę szybko zarobić.-odparłam
-Porozmawiam. Bądź tu jutro o 10.
-Dziękuję!-przytuliłam ją. W bluzie poczułam saszetki. Dziewczyna odepchnęła mnie.
-Ogarnij się! Zaraz się rozmyślę!
-Przepraszam, już idę.-jak powiedziałam tak zrobiłam.



