-Nie miałaś żadnych walizek?-upss...
-No... Zostawiłam w hotelu...
-Po obiedzie pojedziemy dobrze?-przytaknęłam. Weszłyśmy do holu. Od razu wiedziałam że będzie tu pięknie. -A tak w ogóle jestem Victoria.-podała mi rękę. Uścisnęłam ją.
-Emily ale w szkole mówili na mnie Cassie.-uśmiechnęłam się. Na mój głos przyszła do nas dziewczynka i wysoki chłopak. Byli zdziwieni gdy mnie zobaczyli ale się uśmiechali.
-Mamo?-zapytała młodsza
-To Cassie. Będzie z nami mieszkać. Szukała pracy z noclegiem a ja jej zapewniłam to za darmo.
-Za darmo?-powiedział chłopak
-Tak. Ty mi w niczym nie pomagasz więc przyda się jakaś para rąk do pomocy.-był trochę zdenerwowany ale nie przestawał się uśmiechać. Poszłyśmy do kuchni. Okazało się że młodsza dziewczynka to Matilda. Jest bardzo miła, podobno rapuje czy coś. Starszy nie przedstawił się.
-Mamo! Gdzie jest Leo?- Leo? Przecież Leo był też w kawiarni.
-Co za zbieg okoliczności! Spotkałam dzisiaj jakiegoś Leo w kawiarni.
-Poszedł po kawę. Za chwilę powinien być. Później pójdziecie po walizki.-odparła Victoria.
-Okay.-przecież to może być ten Leo z kawiarni! Co ja teraz zrobię? -A może poszłybyśmy po walizki teraz...
-Dlaczego tak nagle zmieniłaś zdanie?
-No... Trochę mi zimno aaa.. A tam mam bluzę-palnęłam.
-Córciu możesz przynieść jakąś bluzę od Leo, Cassie? Będzie trochę za duża ale może być...-w tym momencie drzwi się otworzyły. Nieeeee..... Wyszedł on.
-Mamo nie uwierzysz co się stało w kawiarni!-wrzasnął i popatrzał w róg kuchni gdzie siedziałam. Uhh...
-Wiedziałem że cię znajdę.-powiedział. Uśmiechnęłam się.
-To Emily.-nie chciałam poprawiać że Cassie. Nienawidzę mojego imienia. Jest takie... Nijakie, normalne. Chciałabym mieć takie wystrzałowe imię jak Katrine czy Hope. A mama nazwała mnie po prostu Emily. No więc wymyśliłam sobie Cassie. Takie fajne przezwisko.
-Leo przyniesiesz Emy jakąś bluzę?-chłopak złapał mnie za nadgarstek i pociągnął do góry. Niechętnie z nim poszłam. Zaprowadził mnie do jego pokoju. No ma tu lekki bałagan ale da się znieść. Zaczął grzebać w szafie i wyrzucać wszystkie ubrania na ziemię. W KOŃCU (!) podał mi bluzę. Taką jakąś szarą z kapturem.
-Sorry za syf. Nie wiedziałem że będziemy mieć gości... Właśnie! Co ty tu robisz?-wytłumaczyłam mu wszystko. Że jego mama mnie przygarnęła tak po skrócie. Później on się cieszył że będzie mieć pod swoim dachem koleżankę. Zaprowadził mnie do tego wolnego pokoju. No jest w miarę. Rozejrzałam się po nim trochę. Nagle Leo pokazał się w progu.
-Nawet spoko co nie?-odparł podpierając ścianę. Usłyszeliśmy krzyk z dołu. Obiad. Pobiegłam na dół i dosiadłam do stołu. Przyszedł Joseph. Skrzywił się na mój widok.
-Usiadłaś na MOIM miejscu.-akcentował. Wstałam i szukałam wolnego miejsca. Obok Leo. No nie! Nie chcę się z nim zadawać! Wydaje się taki dziwny... Ostatecznie usiadłam obok niego i zaczęliśmy jeść. Po 30 minutach skończyliśmy. Podziękowałam i poszłam na korytarz.
-A ty co robisz?-zapytała Victoria
-Idę po walizkę.
-Leo! Pomóż koleżance!-chłopak wstał i wybierał się do wyjścia
-Nie naprawdę, poradzę sobie.-nalegałam. Ostatecznie Leondre poszedł ze mną. Przez całą drogę miałam słuchawki w uszach. Dlaczego on?! Mogłam iść do zwykłej rodziny bez tego zakochanego w sobie typa! Chłopak wyciągnął jedną słuchawkę z mojego ucha.
-Skąd jesteś?- spojrzałam na niego złowrogo.
-Nie-ważne-odparłam wkurzona.
-Ej! Co ja ci zrobiłem?
-Wiem jaki jesteś!
-Skąd niby?
-Mam swoje tajemnice.'
-------
Hej!
I jak przed leci początek weekendu? Mi świetnie.
Wgl to nie umiem pisać takich notek. Nie wiem o czym xdd
Dzisiaj dzień pewnie spędzę na działce -.-
Muszę kończyć bo komputer się rozładowuje!!
Paa!
-Nawet spoko co nie?-odparł podpierając ścianę. Usłyszeliśmy krzyk z dołu. Obiad. Pobiegłam na dół i dosiadłam do stołu. Przyszedł Joseph. Skrzywił się na mój widok.
-Usiadłaś na MOIM miejscu.-akcentował. Wstałam i szukałam wolnego miejsca. Obok Leo. No nie! Nie chcę się z nim zadawać! Wydaje się taki dziwny... Ostatecznie usiadłam obok niego i zaczęliśmy jeść. Po 30 minutach skończyliśmy. Podziękowałam i poszłam na korytarz.
-A ty co robisz?-zapytała Victoria
-Idę po walizkę.
-Leo! Pomóż koleżance!-chłopak wstał i wybierał się do wyjścia
-Nie naprawdę, poradzę sobie.-nalegałam. Ostatecznie Leondre poszedł ze mną. Przez całą drogę miałam słuchawki w uszach. Dlaczego on?! Mogłam iść do zwykłej rodziny bez tego zakochanego w sobie typa! Chłopak wyciągnął jedną słuchawkę z mojego ucha.
-Skąd jesteś?- spojrzałam na niego złowrogo.
-Nie-ważne-odparłam wkurzona.
-Ej! Co ja ci zrobiłem?
-Wiem jaki jesteś!
-Skąd niby?
-Mam swoje tajemnice.'
-------
Hej!
I jak przed leci początek weekendu? Mi świetnie.
Wgl to nie umiem pisać takich notek. Nie wiem o czym xdd
Dzisiaj dzień pewnie spędzę na działce -.-
Muszę kończyć bo komputer się rozładowuje!!
Paa!
Coraz bardziej wciąga...
OdpowiedzUsuńNie powiem z tymi tajemnicami to się przestraszylam.
Albo ja za dużo czasu spędziłam ze zboczonymi ludźmi albo to zabrzmiało tak pedofilsko....
Dobra ja muszę kończyć.
Zajebisty rozdział.
Tylko szkoda że Joseph nie polubił Cassiw XDDDD
Powodzenia i pozdrawiam xoxo
Super.
OdpowiedzUsuń